Pokaż kotku, co masz w środku!


Winowajcą utworzenia tego rodzaju wpisu, jestem oczywiście sama ja. Być może inicjatorką. Zasadniczo nie było dnia, kiedy do głowy nie wpadłoby mi do głowy kilka nowych pomysłów. Jako, iż czuję się zobligowana do podjęcia wyzwania pt. „trzy rzeczy, bez których nie wyjdę do ludzi”, stwierdzam, iż trzy to zdecydowanie za mało. Dodatkowo, nie do ludzi, a dla własnych korzyści. 

Pewnego pięknego popołudnia, „Pinky i mózg” zastanawiali się na kanapie, jak zawładnąć światem. Innymi słowy, razem z Igą (Toksyczna Kosmetyczka), spędzałyśmy czas przy herbacie. Kosmetyki, mężczyźni, ubrania… dzień jak co dzień. W ciągu takich spotkań zazwyczaj któraś z nas wpada na genialny pomysł. Tym razem należał do mnie. 


Macie swój ukochany kubek?  😀
Dzięki P. Małgosi Rozenek zaprojektowałam swój.
Herbata od razu smakuje lepiej!

Każdy człowiek posiada wady. Mniej lub więcej. W zależności  od tego, jaką cechę charakteru (subiektywnie!) sklasyfikujemy do worka z „zaletami” czy „wadami”. Dobrym przykładem jest wiara w ludzi. Bądź zaufanie. Ktoś uzna to za pozytywne aspekty osobowości, natomiast drugi człowiek stwierdzi, że można podpiąć to pod naiwność. 

Zmierzam do cechy, której szczerze nie wiem jak nazwać. Wybredność lub snobizm? Uważam, że jest to zbyt zawyżone, aby tego użyć. Mianowicie jestem „fusytem”. Słowo określające człowieka, któremu trudno dogodzić. Jaka jest etymologia tego słowa? Nie wiem, aczkolwiek pochodzi ono z gwary. Przede wszystkim fusytem jestem w większości aspektów życia. Nie wybrzydzam, po prostu wiem, czego chcę, a co jest mi niepotrzebne do szczęścia.
Niektórzy mają hopla na punkcie butów, ja natomiast torebek. Szafa się nie domyka, a mimo to mam i tak swoje ulubione. Chociaż, co jakiś czas dochodzi nowa. Często trudno przełamać mi moją „fusytowską” (Nie ma takiego słowa i nie mam nic przeciwko tworzeniu neologizmów. Swoją drogą moja dziecięca fascynacja Gombrowiczowskim „Ferdydurke”, pozostawiła ślady w moim dorosłym życiu) manię i wybierania rzeczy z logiem znanej marki. Do wyjątków należy torebka, którą dostałam z Bochni, w stylu boho. 

Trzy faworytki! 

W mojej torebce nigdy nie ma porządku. To miejsce, gdzie czasem znajdzie się śrubokręt, imbus, połowa leków z apteki, bandaże, po prostu istny śmietnik. Często słyszę: „poszukaj, czy nie masz czasem w swoim śmietniku”. Jednakże uważam, że porządek, a posiadanie przydatnych przedmiotów to dwie różne sprawy! Cóż, bronić swego od czasu do czasu trzeba. Winny się tłumaczy! 😃 

Otworzyłam torebkę i zdecydowanie mimo wielu nieistotnych gadżetów, są te, z którymi staram się nie rozstawać. Na pierwszy ogień zdecydowanie idą okulary przeciwsłoneczne. Bywały czasy, że nie przywiązywałam wagi do kondycji swojego wzroku. Niemniej jednak kolejna drobna zmarszczka pojawiająca się w kąciku oka, daje do myślenia. Okulary, nie tylko te, których używam czasem ze względu na wady wzorku, ale także przeciwsłoneczne, powinny gościć  w naszym życiu. Zainwestowałam w Ray-Bany, gdyż wolę posiadać dopasowane „patrzałki” od firmy, która zajmuje się w głównej mierze tylko danym zagadnieniem. Posiadam także okulary innych marek, które po prostu dobrze wyglądają, aviatorki, kocie oczy etc. Jednakże jak zwykle mam swoje upragnione i ukochane Ray-Bany.
Model RB 4221. Uniwersalki. 

Każdego dnia mam do załatwienia tysiące spraw. Czy to kwestie kariery, czy dnia codziennego. Przepis, który podaje mi znajoma na spotkaniu, bądź też zapisanie terminu ważnego spotkania. Gdzieś przecież należy to zapisać! Rok w rok inwestuję w kalendarz. W tym roku otrzymałam takowe dwa. Jeden, który wyszperałam w Empiku, natomiast drugi, sprezentowany, posiadający dla mnie sentymentalne znaczenie. Nawet kalendarz musi posiadać w moim mniemaniu jakieś znaczenie. Czasami nawet spojrzenie na zwykłą okładkę, potrafi zdziałać cuda. Mobilizację do działania, czy chęć do walki o lepsze jutro. Generalnie każdy dzień w naszych życiach to kilka małych zdarzeń, które potrafią zadecydować o przyszłości. Poukładane w organizatorze życie to także swego rodzaju oznaka profesjonalizmu i dojrzałości. Jesteśmy tylko ludźmi i zdarza się nam zapominać. 


Różowy kalendarz stworzony przez Igę:
"W
iesz czemu jesteś moją przyjaciółką? Bo Twój stopień popierniczenia mentalnego jest wprost proporcjonalny do mojego:)". 

Do kalendarza przydaje się długopis. Kilka z nich noszę w moim podręcznym piórniczku, który kilka lat temu przywiozłam z Paryża. Nie kojarzę dokładnie, gdzie go zakupiłam, a tym bardziej, w którym miejscu był sklep Playboya, natomiast z tyłu głowy, coś podpowiada mi, że mogła to być Galeria Lafayette. Piórniczek posiada także wieżyczkę Eiffla, którą dostałam na parkingu w Wersalu. Jeżeli ktoś był w Paryżu wie, że w kluczowych miejscach miasta można natknąć się na chodzących sprzedawców z masą wieżyczek. Zaczepiają i próbują nakłonić do kupna. Do dzisiaj wspominam, kiedy na mój widok krzyczeli „polska mafia” oraz „taniej niż w biedronce” z francuskim akcentem! 



Kilka lat zajmowałam się wykładaniem tematów nowych technologii. W torebce zawsze noszę kilka gadżetów do mojego Smartphona.
Ładowarka, PowerBank oraz magiczny podtrzymywacz, sprawdzający się także w sytuacjach, kiedy radio w samochodzie odmawia współpracy. Nie potrafię funkcjonować bez muzyki, co za tym idzie, podczas jazdy skupiam się tylko i wyłącznie, gdy ją słyszę. 



Z serii kosmetycznej moja torebka to zbiór różnego rodzaju balsamów, pomadek i błyszczyków do ust. Często walczę z ich suchością oraz wrażliwością. Taki ich urok. Nie są małe, co za tym idzie, muszę w każdej chwili pod ręką mieć ratunek. Z resztą nigdy nie wiesz, kiedy przyda się pomadka, która uratuje Twój brak makijażu! 😁 

Z serii nawilżenia wygrywa u mnie Neutrogena! 

Oprócz stosu kosmetyków do ust mam przy sobie zawsze szczoteczki do rzęs. Moje rzęsy doczepiane są metodą 2:1 i czasami potrafią żyć swoim życiem. Dlaczego zdecydowałam się na sztuczne rzęsy? Primo jestem alergiczką. Każdej wiosny aż do późnej jesieni moje oczy produkują hektolitry łez. Nie pamiętam kiedy naprawdę płakałam, więc śmieję się, że alergia wypłukuje moje zapasy na cały rok! Dodatkowo tusze do rzęs, które spływały po moich policzkach nie są komfortowe. Secundo jest mi z tym wygodnie! Oszczędzam czas rano w łazience, nakładam ewentualnie podkład, brąz na kości policzkowe, pomadka i w drogę! Moje naturalne rzęsy są krótkie, za to jest ich bardzo dużo. Obecny efekt moich rzęs uzyskiwałam po nakładaniu tony mascary. Natomiast każdorazowe spotkania z odzywkami do rzęs kończyły się pożegnaniami po kilku miesiącach. Nie przeczę, olbrzymim zaskoczeniem okazało się Long 4 Lashes. Naprawdę efekt był widoczny po trzech miesiącach. Były długie oraz gęste. Niestety po przestaniu regularnego stosowania zaczęły wracać do swojej pierwotnej formy. Obecnie używam hipoalergicznego serum rewitalizującego oraz pielęgnującego Inveo. Rzęsy są mocniejsze, co przydaje się w momencie, kiedy są obciążane doczepkami. Dodatkowo kiełkują nowe włoski, co niezmiernie mnie cieszy. 



Tyle na dzień dzisiejszy ode mnie. W kwestii zakończenia dodam, iż w torebce zawsze znajduje się gadżet, który ma dla mnie ogromne znaczenie. Mimo, że nie jestem przykładem „chomika”, nie potrafię z nim się rozstać. 



Komentarze

  1. Dlaczego Neutrogena, a nie jeleni *uj? :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ładniej pachnie :D I w sumie bardziej nawilża :P

      Usuń
  2. Na moim ulubionym kubku jest hasło: WSZYSCY MYŚLĄ TYLKO O SOBIE TYLKO JA MYŚLĘ O MNIE :). Mam go już ponad 10 lat i dbam jak o skarb.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Genialne hasło! :) rozumiem, że również trudno jest Tobie wypić herbatę z innego kubka? :)

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty

Działo się w Gnieźnie… czyli spotkanie zblogowanych kobiet.

Samo się nic nie zrobi!

Zmiana za zmianą i kolejne zmiany.