Magia istnieje!

Długi okres czasu zbierałam się do napisania relacji z odwiedzenia miasta koziołków.  Jednakże ten czas w końcu nadszedł! Jeżeli myślę o miastach, w których czuć powiew nowoczesności i zachodu, zdecydowanie zalicza się do nich to miasto. 

Poznań jest dla mnie miejscem, które obecnie zamieszkałe jest przez wiele znanych mi osób. Po szkole średniej spora grupa moich znajomych przeniosła się, by tam zacząć samodzielne życie. 
Tym razem Toksyczna Kosmetyczka wyciągnęła mnie na targi Look&Beauty Vision. Jestem kobietą, zatem przebywanie w salach wypełnionych pięknymi opakowaniami, kolorowymi kosmetykami oraz przenikniętych fascynującymi nutami zapachowymi jest to dla mnie nie lada gratką. Nie ukrywam, że mimo bycia przez długi okres czasu chłopczycą, nastąpił zwrot akcji w moim życiu. Mianowicie w szkole średniej. 
Szukając relacji dotyczącej, jaki kosmetyk wart jest uwagi zajrzyjcie tutaj → relacja z Poznania Toksycznej.

Komu w drogę, temu trampki :) 


Sobota, 22 kwietnia 2017 rok

Pierwszym miejscem w domu mojej przyjaciółki, do którego zazwyczaj zaglądam to lodówka. Tego dnia było inaczej. Moja nadgorliwość (Jak to jest, „człowiek uczy się na błędach” 😀?! Podziwiam takie osoby.) doprowadziła do zakwasów, które zaburzyły pracę mojego żołądka. Innymi słowy już wtedy wiedziałam, że znowu będzie się działo.
Śmignęłyśmy na dworzec, gdzie czekała na nas reszta dziewczyn. Kupiłyśmy bilety, wsiadłyśmy do wagonu, całe szczęście weszłam o swoich siłach! 

Przyciąganie zaskakujących sytuacji, wychodzi mi całkiem nieźle i jest już dla mnie normalne. Wszystko było pięknie do momentu, w którym przeszedł konduktor. Moja wrodzona zaczepność, czy zadziorność, zwał jak zwał, musiała się obudzić właśnie w danym momencie. Mój uśmiech sprawił, iż mężczyzna cofnął się, postanawiając sprawdzić bilety. Okazało się, iż zaspana pani z okienka na dworcu, wystawiła je błędnie. Summa summarum żadna z nas nie zrozumiała o co chodziło dokładnie, bowiem tak czy siak zapłaciłyśmy po prostu… za dużo! 

Wysiadka! 

Z dworca na Targi jest do przejścia kilka kroków. Cóż, niektórym i tak zdarzyło się zgubić, jednak lepiej przemilczeć to i brnąć dalej. 


Lubię wariatów. Zdecydowanie ludzie pozytywni, nie bojący się odezwać do innych, uśmiechnięci, sprawiają, że zachmurzone i szare niebo staje się błękitne, a zza chmur pojawia się słońce.
Ustawiłyśmy się w kolejce, która wychodziła aż za drzwi hali. Podszedł do nas chłopak, który zapytał, czy to kolejka do kasy. Szczerze powiedziawszy tak założyłyśmy. Chłopak coraz to bardziej wiercił się i komentował, że to niemożliwe, przecież powinno gdzieś być drugie wejście. W tym momencie kobieta w niebieskiej garsonce z identyfikatorem przypiętym do kieszonki na prawej piersi zaprosiła wszystkich do środka. Kolejka z przodu zniknęła, niczym magiczny dżin w swojej lampie. Koniec końców okazało się, że sztuczny tłum robiła tylko spora grupa młodzieży, które czekały na swojego opiekuna. Chłopak, który okazał się pracować w branży fryzjerskiej, dostał ataku śmiechu. Był to jeden z niewielu rodzajów chichotu, które potrafią wzbudzić go także u innych. Śmiał się każdy, chociaż nie z zaistniałej sytuacji, a chłopaka, który długo nie mógł dojść do siebie.
Toksyczna udała się na spotkanie blogerek, obdarowując mnie torbami kosmetyków. Kilka godzin dla siebie, poruszając się z bólem i torbami o dość pokaźnej wadze. Dlaczego nie…? 
Oczywiście, że nie! 

Dowody zbrodni... 😠😁

Udałam się na kawę, gdzie obserwowałam ludzi. Bardzo często się temu oddaję. Zastanawiam się, kim są, co robią. Często podziwiam u kogoś charakterystyczne cechy, zachowanie, czy jako wzrokowiec, ubiór. Neguję także. Staram się mimo wszystko nie oceniać. Jest to trudne, w końcu jestem tylko człowiekiem. Chociaż książki, tylko patrząc na okładkę, nigdy nie kupuję.


Obserwowałam mężczyzn, których stoisko stało obok kafejki. Elegancko ubrani promowali swój salon fryzjerski, rozmawiając z klientami o swoich produktach. Zadbani faceci, lubiący grzebać przy włosach? Coś cudownego. Piękne kobiety zachęcały ulotkami do odwiedzenia ich boksów, przyciągając męskie spojrzenia, nawet tych zajętych niesieniem toreb ich dam. Kręciłam się spoglądając na kolorowe stoiska. Z godziny na godzinę ludzi  przybywało. Oczywistym jest, że te bardziej znane marki, przyciągają o wiele więcej osób. 

<3 Brąz Mexmo? Magia! Cienie? Intensywne i trwałe! 

PR firm także sprawia, że ludzie lgną. Zapraszają znane osobistości. Tutaj zastanawiam się, czy ze mną faktycznie jest coś nie tak. Wiele ludzi na widok celebrytów dostaje wielkie szklane oczy, unosi się kącik ust, przemieniając się powoli w szeroki uśmiech, natomiast ciało zaczyna lekko drżeć z podniecenia. Tak, są zaabsorbowani tą osobą. Nigdy do nich nie należałam. Ludzie znani z Internetu, gazet, telewizji to po prostu ludzie. Wykonują swój zawód, chociażby grają, pozują, śpiewają. Jednak są tacy samy jak każdy inny. Nie mam oporów w odezwaniu się do takiej osoby, albo nawet w zwyczajnym jej przeoczeniu. Za każdym razem, gdy ktoś mówi, jak ja mogłam to znowu zrobić i nie chcieć zdjęcia czy autografu, odpowiadam: to tylko człowiek taki jak Ty i ja. Chyba, że byłaby to Martyna Wojciechowska. Chociaż wolałabym z nią porozmawiać.

Po tułaczce z torbami pojawiła się moja przyjaciółka. Okazało się, iż kosmetyki spokojnie można było zostawić. Cierpienia moje i tak zostały zbyt wysoce nagrodzone, otrzymując od niej torbę pełną prezentów. Wystarczyło, że widziałam jej szczęście wymalowane na twarzy, mogąc uczestniczyć w spotkaniu, robiąc zdjęcia stoisk. Człowiek, który jest czymś zafascynowany i szczęśliwy to piękny obrazek. 


Całe szczęście Targi Poznańskie znam już kilka lat. Poniekąd jestem związana z uczelnią, która znajduje się na ich terenie. Szczególne wrażenie zrobiły na mnie kilka lat wstecz, targi motoryzacyjne, gdzie mogłam nacieszyć wzrok nowymi samochodami. Teren jest ogromny, a możliwość zabawy nieograniczona.
Wracając do czasów ówczesnych. Po przejściu kolejny raz stoisk, przypomniałam sobie o chęci posiadania brzoskwiniowej bądź brązowej pomadki. Matowej. Znalazłam takową w boksie firmy Peggy Sage. Przyznaję bez bicia, wcześniej nie znałam tej marki! Mimo, iż to nie pierwsze zetknięcie z targami kosmetycznymi, nie miałam pojęcia o jej istnieniu. Zazwyczaj boję się ryzykować i kupować coś, czego nie znam. Tym razem się nie zawiodłam. Jeszcze nigdy nie miałam w swoim posiadaniu szminki tak trwałej i pasującej do mojej osoby. 


Idąc dalej, postanowiłyśmy, że zdążymy pojechać do domu wcześniejszym pociągiem. Oczywiście nie dało rady, zatem spełniło się moje marzenie. W końcu zjadałam Fast Fooda! Z szyderczym uśmiechem krzyknęłam: „należy mi się!” i pobiegłam na górę Avenidy. Kiedyś jednak było prościej. W dużej mierze każda wycieczka szkolna, każde wypowiedziane „zjadłabym hamburgera’” kończyło się w McDonald's. Obecnie KFC, NorthFish, BurgerKing etc. Im więcej wyboru, tym gorzej. To tak, jakby pokazać maniaczce biżuterii stos błyskotek i powiedzieć wybierz jedną rzecz. Czy tak obecnie nie jest? Im większy wybór, tym bardziej się denerwujemy. Wygrało miejsce z najmniejszą kolejką. Całe szczęście, że wybrałam BurgerKinga, gdzie mogłam spotkać bardzo miłego sprzedawcę. Mam nadzieję, że za dwa tygodnie ponownie na niego trafię! 

Kiedy znalazłyśmy się w pociągu odkryłam opcję boomerangu w relacjach na Instagramie. Jeżeli zacznę się śmiać, końca nie widać. Dodatkowo, jeżeli wagon jest niemalże pusty, a przedział tylko dla nas dwóch. Konduktor i pan z kawą przystanęli nawet na chwilę. Mam nadzieję, że mój optymizm, przeniósł się także na ich nastroje. 

Przyłapana! 

Tuż przed wysiadką z pociągu udałyśmy się ku wyjściu. Drzwi między wagonami były automatyczne i prawdopodobnie coś poszło im nie tak, pewnie gorszy dzień. Zamykając się i otwierając same, do głowy przyszło mi tylko jedno skojarzenie. Przeszłam obok drzwi, zrobiwszy ruch okrężny ręką, machnęłam w stronę zamkniętych drzwi krzycząc: „alohomora”! Drzwi otwarły się na oścież. W takim przypadku atak śmiechu doprowadził nas do płaczu. Z tego miejsca nie pozostaje nic innego jak pozdrowić konduktora, który słysząc jak nie mogę przestać płakać, przyszedł i śmiał się razem z nami. Bądź też ze mnie. Nie wiem, czy przez mój śmiech zrozumiał moją opowieść. 

Grunt to podejście do życia. Można być snobem, bucem i nie cieszyć się z tej krótkiej chwili, jaką mamy tutaj na ziemi, wciąż negować innych, albo korzystać z wyobraźni, poznawać nowe osoby, tworzyć szczęśliwe wspomnienia, śmiać się i czuć, że warto było pojechać, ruszyć się z domu. 


W życiu czasem coś się nie udaje, ale czy nie bierzemy czasem wszystkiego zbyt poważnie? 


Komentarze

Popularne posty

Działo się w Gnieźnie… czyli spotkanie zblogowanych kobiet.

Samo się nic nie zrobi!

Zmiana za zmianą i kolejne zmiany.